O książce

„Ludzie mają różne pomysły na to, jak wieść szczęśliwe życie. Dziś dla wielu szczęście jest równoznaczne jedynie z czymś doniosłym i widowiskowym. Takim jak honor, order czy rekord, przełamywanie barier. Gnamy za nimi, dostając zadyszki, ocieramy pot z czoła i pędzimy dalej. Nie bardzo wiadomo, w którą biec stronę, co sprawia, że często miotamy się żałośnie i chaotycznie, jak ćma przy szybie. Byle były: ruch, zmiana, jakaś dynamika, jakakolwiek właściwie, byle nie stać w miejscu. Bo kiedy się stoi, to wszyscy mogą nas przegonić. Bo kiedy się stoi, to jakby się nie żyło. Wtedy mówi się, że życie przecieka nam przez palce. Wtedy nic się nie dzieje. A kiedy nic się nie dzieje, kiedy koła przestają się kręcić i machina się zatrzymuje, to prawie jakby się stało nad brzegiem przepaści. Wielka pustka i przerażająca nicość mogą nas wessać. Wtedy jeszcze coś mogłoby człowieka podkusić, żeby spojrzeć w tył, może nawet w przód, nie daj Boże odpowiadać na jakieś pytania. Zasadniczo bezpieczniej jest biec. Najszykowniej — z kubkiem kawy na wynos i na wysokich obcasach, ale to już kwestia konwencji. Najważniejszy ten ruch, jednostajnie przyspieszony konkretnie. Ten klimat sprawia, że wielu z nas jest dziś wręcz sparaliżowanych lękiem przed byciem zwyczajnym człowiekiem.”

„Suma drobnych radości” to efekt moich wieloletnich rozmyślań o tym, jak znaleźć równowagę i radość życia we współczesnym świecie. Relacja z podróży, jaką przeszłam od życiowej frustratki do osoby, która odnajduje swoje małe szczęścia w codzienności. Pisana z perspektywy wszystkiego, czym jestem: matki, której bywa ciężko; kobiety, która odczuwa zbyt wiele presji; socjologa, który potrafi wpisać swoje rozterki w szerszy kontekst.

Ta książka to także zapisek moich fascynacji: kulturowych, estetycznych i kulinarnych. Próba przyjrzenia się popularnym skandynawskim koncepcjom hygge i lagom z perspektywy polskiego podwórka. Momentami krytyczna, miejscami entuzjastyczna analiza potencjału tych zjawisk dla samopoczucia (przede wszystkim) kobiet nad Wisłą.

Usłyszałam, że kartki tej książki powinny pachnieć. Dałam w niej bowiem upust swojej wrażliwości na kolory, smaki, proste przyjemności, drobne zdziwienia i wzruszenia, których dostarcza nam codzienność. Dopuściłam do głosu wewnętrzną romantyczkę, która jak dziecko potrafi cieszyć się z drobiazgów.

„Suma drobnych radości” nie dostarcza gotowego przepisu na szczęście. To mój osobisty, subiektywny zestaw warunków, składowych życia – zwyczajnego, lecz uważnego.

„Suma drobnych radości” to dobre myśli, pozytywne spojrzenie na świat, pastele, zdjęcia i dobre jedzenie.